Bad Company

Przyszła chyba pora, żeby w końcu coś na tym blogasku napisać.
Od przedwczoraj marnuję swój cenny czas grając w demo nowego Battlefielda, więc to o nim będzie traktował pierwszy wpis.
O nowym Battlefieldzie dość głośno już od jakiegoś czasu, wszelakie głowy gadają jaki to on będzie rewolucyjny, ładny i fajniutki. Jakiś czas temu odbywały się zamknięte beta testy na x360 i ludzie kręcili nosem, bo jeden tryb multi, bo trzeba dokupić bronie za dolara, żeby ownować każdego małolata, bo to, bo tamto. Od piątego czerwca posiadacze obu konsol mogą zassać demo i przekonać się na własnej skórze, czy gra daje radę. I w singlu, i w multi.
Koniec z oficjalnym bełkotem, czas na wrażenia z gry – a te są jak najbardziej pozytywne.
W singlu możemy sprawdzić pierwszy poziom gry, w którym zapoznajemy się z tytułową kompanią – grupą czterech najemnych luzaków, którzy do wojenki podchodzą jak do dobrej zabawy. I dobrze, bo tutaj nawet zawleczki granatów są wesołe :)
Pod względem klimatu gra wypada bardzo przyjemnie, bohaterowie kłócący się o sztabkę złota na środku pola bitwy, blues lat pięćdziesiątych lecący z radia naszego wozu opancerzonego, czy te zawleczki – wszystko stanowi świetną alternatywę dla wzniosłego, hollywoodzkiego, sztampowego Cod4.
I też lepiej od niego wygląda – modele postaci są chyba najfajniejszymi, jakie widziałem w fpsach, tekstury też nie straszą rozdzielczością. Mamy oczywiście zdecydowanie większą interakcję z otoczeniem – silnik Frostbite spisuje się na medal (ale o tym później). Na obraz został nałożony delikatny szum, który powoduje, że wszystko wygląda brudniej (i jakby nie patrzeć, porządniej), choć zapewne przykrywa też jakieś niedoskonałości w grafice.
Frostbite Engine, czyli główny ficzer nowego Bf, to (podobno) rewolucyjny silnik, który pozwala nam na niczym nieskrępowane (ekhm) burzenie budynków, karczowanie lasów i zmienianie ukształtowania terenu. Może rewolucji nie ma, bo mamy połączenie tego, co było wcześniej w Crysisie, Mercenaries, czy wiekowym Red Faction, ale w praniu sprawdza się to nieźle, a po sieci jest nawet przydatne.
Przykład: w małym domku czai się dziewięciolatek z Kentucky, który swoim karabinem snajperskim wkurwia porządnych ludzi – normalnie trzeba by drugiego snajpera albo chojraka, który zdjąłby go z bliska. Ale nie tutaj – tu możemy wyciągnąć wyrzutnię rakiet, strzelić w domek, burząc go, niszcząc campspot dla kolejnego pokolenia camperów i oczywiście pozbywając się małego natręta.
Demo udostępnia jeden tryb gry dla wielu graczy (podobno ma to być też jedyny tryb multi w pełnej wersji) – Gold Rush, w którym mamy dwie drużyny do 16 graczy i dwie skrzynki złota – jedna szesnastka jej broni, druga chce je zniszczyć. Smaczne i proste.
Podobnie jak w innych częściach serii, i tu mamy podział na klasy – od zwykłych wojaków, przez snajperów, aż do speców od kaboom. Każdy ma swój zestaw broni i gadżetów, które odkrywamy wraz ze zdobywaniem poziomów – zupełnie jak w CoD4, w którym był podobny system rankingowania i zliczania punktów.
Ogólnie rzecz biorąc, gra zapowiada się naprawdę fajnie (jak na grę, w której główną zajawką jest wysadzanie budynków) i wygląda na to, że znów dostaniemy zbalansowaną strzelankę, w której multi nie jest tylko dodatkiem do singla i vice versa.

Filed under: gierki | 1 Comment
Tags: bad company, battlefield, fps


Jeszcze kilka dni i pogramy już w pełną wersję Bad Company . Całkiem ładny tekst ;)